O autorze
Zostałem naznaczony w czwartym roku swojego życia, orderem odważnych w kuchni, a znamię noszę do dzisiaj . Pierwsza moją fascynacją kulinarną były kluski lane, choć nie wyglądam jak kluska. Podróżując po świecie od najmłodszych lat z Dziadkami poznawałem nowe kultury od kuchni, obce mi były traumatyczne przeżycia z przedszkolną jajecznicą ze szpinakiem. Moim konikiem jest japońska kuchnia, którą ubóstwiam i wznoszę na piedestały nie bez przyczyny, jest piękna w swej prostocie. Nie jadam po to żeby żyć, tylko żyje po to żeby jeść. Jadając bardzo różne rzeczy, niejednokrotnie w miejscach gdzie ludzie boją się zaglądać. Tam tkwi dusza, a to w kuchni najważniejsze. Z nie jednego pieca chleb jadałem, podróżując u boku Roberta Makłowicza, zaglądając w zakamarki miejsc zakazanych dla zwykłego śmiertelnika. Chwile spędzone w tych kulinarnych ogrodach rozkoszy zawsze nosze w pamięci. Popieram każdy nowy smak. Znam ich wiele, ale smak życia to ideał. Dzielenie się wiedzą to jak zaproszenie do wspólnego stołu. Robię to z dziką rozkoszą, sam wtedy poznaję nasze upodobania kulinarne, walcząc z uporem maniaka o lepsze potrawy na naszych stołach. Kocham poznawać nowych ludzi, każdy z nas ma inną historię, inne wspomnienia, a wszystko kręci się wokół garnka.

Przełamując Lody

Zielono Mi

Przedstawiam Wielce Szanowną Panią Herbatę. O dziwo nie jest to postać o wyglądzie granulkowatym, tudzież liściastym. Co prawda palce, raczej liście maczała przy tym wysokogatunkowa herbata Gyokuru, która zastała zmieciona niczym niejeden zawodnik sumo do postaci pyłu, czy jak kto woli proszku. Co dziwne nie jest to coś uwłaczającego, wręcz odwrotnie. Ten stan jak cała japońska ceremonia parzenia herbaty, to stan w którym porzucamy siebie, gdzie kłaniając się uczymy pokory. Cała ceremonia to dla Europejczyka dość, dziwne zajęcie. Z racji tego, że niewiele osób ma czas i ochotę na zbyt wielkie celebrowanie czynności dla nas banalnych i prozaicznych jak parzenie herbaty. Mimo to zwolenników przybywa coraz więcej, a jest to zajęcie dla ludzi otwartych na świat.
Spotykają się aby odziać białe skarpetki które zowią się Tabi, wspólnie przygotowują przybory potrzebne do ceremonii. Ktoś przynosi wodę, ktoś rozkłada maty tatami, ktoś inny układa kilka skromnych kwiatów i liści w grubej łodydze bambusa, a jeszcze ktoś inny przesypuje na pył wspomnianą wcześniej herbatę Matcha do natsume, specjalnego naczynia z laki „budując” z proszku górę Fuji. Ta ostania czynność polega na usypywaniu bambusową łyżeczką herbacianej górki, która ma przypominać kształtem najbardziej znany szczyt Japonii. Podczas nakładania herbaty do czarki należy uważać aby nie zburzyć budowli. Następnie zalewamy ciepła wodą i ubijamy specjalnym przyrządem, przypominającym pędzel do golenia, kiedy napar się spieni, podaje się gościom w czarce, tę gęstą herbatę wszyscy piją z jednego naczynia, pamiętając aby obrócić tę czarkę trzykrotnie na dłoni przed podniesieniem do ust.
To nie wszystko, Wielce Szanowna Pani Herbata, w tym przypadku Matcha ma podwójne znaczenie, mianowicie służy do wykonania banalnie prostego deseru, który w warunkach domowych, każdy nawet początkujący „Japończyk” będzie w stanie wykonać.
Przełamujemy pierwsze lody Arktyki, czyli pozostawiamy lody w temperaturze pokojowej aby trochę zmiękły, następnie dodajemy wspomnianą łyżkę herbaty Matcha i szybko mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji, ta fuzja lodów Arktyki o smaku waniliowym oraz proszku herbacianego musi powrócić do stanu zamrożonego i dopiero wtedy możemy formować kulki lodów niczym Pokemony, dekorując to listkiem melisy lub mięty. Bez obaw, nie pojawią się kłopoty gastryczne, jeżeli zrobimy to dosyć szybko, nic nam nie grozi. Dziwne to połączenie, ale chłód lodów o posmaku wanilii i delikatnie cierpki smak herbaty, która notabene ma dużo większe właściwości pobudzające niż espresso. Na pewno zmienią niejedno spojrzenie na zieloną herbatę.
Trwa ładowanie komentarzy...