O autorze
Zostałem naznaczony w czwartym roku swojego życia, orderem odważnych w kuchni, a znamię noszę do dzisiaj . Pierwsza moją fascynacją kulinarną były kluski lane, choć nie wyglądam jak kluska. Podróżując po świecie od najmłodszych lat z Dziadkami poznawałem nowe kultury od kuchni, obce mi były traumatyczne przeżycia z przedszkolną jajecznicą ze szpinakiem. Moim konikiem jest japońska kuchnia, którą ubóstwiam i wznoszę na piedestały nie bez przyczyny, jest piękna w swej prostocie. Nie jadam po to żeby żyć, tylko żyje po to żeby jeść. Jadając bardzo różne rzeczy, niejednokrotnie w miejscach gdzie ludzie boją się zaglądać. Tam tkwi dusza, a to w kuchni najważniejsze. Z nie jednego pieca chleb jadałem, podróżując u boku Roberta Makłowicza, zaglądając w zakamarki miejsc zakazanych dla zwykłego śmiertelnika. Chwile spędzone w tych kulinarnych ogrodach rozkoszy zawsze nosze w pamięci. Popieram każdy nowy smak. Znam ich wiele, ale smak życia to ideał. Dzielenie się wiedzą to jak zaproszenie do wspólnego stołu. Robię to z dziką rozkoszą, sam wtedy poznaję nasze upodobania kulinarne, walcząc z uporem maniaka o lepsze potrawy na naszych stołach. Kocham poznawać nowych ludzi, każdy z nas ma inną historię, inne wspomnienia, a wszystko kręci się wokół garnka.

Letni Luz

fot. Joanna Ogórek
Maksymalne luzowanie w pełni.

Lato to okres w którym zapominam o całym świecie, nawet kulinarnym. Nie absorbuję mnie tak magia kuchni jak w dniach kiedy pojawia się chłód. Niewiele potrzeba w letnie dni aby być szczęśliwym przy stole czy na plaży. Nie chodzi nawet o prozaiczny brak apetytu, bo jak futrować bez umiaru gdy słońce w zenicie.
Faktycznie to jeden z najlepszych momentów aby zostawić mięso na zawsze, co w dzisiejszych czasach nawet jest uzasadnione nie tylko jakością mięsa, ale również czystą ekonomią. Próbowałem się rozstać z soczystymi kawałkami, znam kilku którzy bardzo dobrze funkcjonują bez zwierzęcego białka, ale cóż. Nie dla mnie ta droga.
Latem jednak mogę swój głód oszukać zieleniną, przecież to czas gdy życie jak tak kolorowe.
Co ciekawsze, gdy ciepło, moja kreatywność kulinarna jest tak prosta jak szczypiorek.
Lenistwo ogarnia mnie wielkie, więc dzisiaj będzie strawa z południowym podejściem.
Kocham pasty, tak samo jak japońską prostotę podania.
Tak więc dzisiaj pochylam się nad jednym z moich ulubionych makaronów, o dziwnej dla nas brzmiącej nazwie Soba. Cienkie to i ciemne, ale pyszne i proste w przygotowaniu. Gryczany makaron to łatwostrawna postać pasty, którą bezpodstawnie amatorzy uważają za tuczące składniki diety. Soba jest uważany za symbol długowieczności w Japonii, niech lato trwa wiecznie. Gotujemy ten ciemny makaron w wodzie, na luzie, nawet bez soli. Trwa to chwilę i zalewamy zimną wodą i dajemy mu odpocząć.
Zabieramy się za banany i mleko kokosowe. Słodkie to zapewne będzie jak pierwszy pocałunek, więc dobre. Obieramy banany i miąższ miksujemy z mlekiem kokosowym, proporcje takie aby uzyskać konsystencję lekko płynną. Dodajemy odrobinę cynamonu dla podkreślenia smaku i zarazem jako symbol oporu przed głupotą urzędników EU. Stwierdzili ostatnio, że jest szkodliwy i chcą zakazać używania. Zdecydowanie za dużo gałki muszkatołowej połykali...
Mieszamy odcedzony makaron z tym słodziutkim sosem, delikatnie mieszamy. Przekładamy do głębokiego talerza i zabieramy się za owoce.
Owoce jakie kochacie, Wasze ulubione. Ja sobie mały owocowy mezalians zrobiłem. Piękne truskawki, które są przede wszystkim bombą witaminową, ale dla mnie również to element dobrej zabawy, nic jak nie pasuję do szampana jak truskawki.
Dorodne borówki amerykańskie, których de facto jesteśmy trzecim producentem na świecie. Co najważniejsze są nazwane naturalnym lekarstwem, mnóstwo przeciwutleniaczy. Dobry lek na oczy, tak więc jak chcecie dobrze widzieć co się dzieje wokół letnią porą, należy nie zapominać o jagodach.
Jeszcze jedyne w swoim rodzaju maliny, kto jej nie miał..
Lato w pełni na talerzu nie byłoby bez mięty, tak więc chcę poczuć mięte do tego frywolnego dania. Posypujemy makaron tymi kolorowymi dodatkami i delektujemy się , bez pośpiechu, przecież nie wystygnie.
Błogie delektowanie się latem i prostymi potrawami to jedna z lepszych rzeczy w życiu. Tak więc korzystajcie i bez zbędnych słów namawiam Was aby brać pełnymi garściami, z życia co piękne, naprawdę warto.
Trwa ładowanie komentarzy...