Król jest jeden

fotografia kulinarna Joanna Ogórek
Amatorów pięknych widoków zmartwię. Nie będzie to słodka historia, chociaż miód się pojawi... Jedno jest pewne, będę na „celowniku” kochających te piękne stworzenia jak również tych, którzy naturalne futra uważają za szczyt bezmyślności. Tematem przewodnim jednak będzie mięso królika, tak właśnie. Mięso tych pięknych stworzeń kicających po zielonej trawie z pięknymi oczami i lśniącym futrem.
Przyznaję się , że mam krew na rękach. Płacę za mięso u rzeźnika i to nie daję mi spokoju. Mam jednak świadomość, że zapłata za mięso jest równoznaczna z mordem. Nie jestem fanem mięsa, chociaż królicze powala mnie smakiem bez dwóch zdań. Z góry przepraszam za ostre opisy, ale niektórzy podziękują mi za przepis który zmieni percepcję na temat królików w sosie. Nadal mam jednocześnie smak finalny w ustach tego szlachetnego mięsa, jak i ból serca nad tym czynem barbarzyńskim.
W czasach gdy mięso śmierdzi, jest na potęgę faszerowane połową tablicy Mendelejewa, tak aby była masa i dobra cena. Odpowiedz jest na to jedna. To właśnie królicze mięso spełnia wszystkie walory smakowe i zdrowotne. Pojawią się opinie, że królik to nie rarytas, że niewiele tam mięsa.
Spieszę z wyjaśnieniami odważnej tezy. To pyszne białe mięso jest przede wszystkim bardzo zdrowe. Niewielka zawartość cholesterolu, chociaż przyznam szczerze nigdy nie widziałem go na oczy. Bardzo duża ilość tzw. aminokwasów niezbędnych i spora ilość witamin, szczególnie z grupy B. Wysoka jest również przyswajalność białka przez nas organizm, przede wszystkim wysoka wartość biologiczna mięsa. Wszystkie te zalety powodują, że bez wątpienia jestem fanem tych futerkowych zwierzątek.
Najbardziej jednak ubolewam nad faktem, że większość króliczego mięsa z naszych hodowli trafia na stoły naszych zachodnich sąsiadów. Jak sądzę, wszystko przez wygląd królika. Czy krowa, albo kura to nie piękne stworzenia?
Nie polecam kupowanie żywego futrzaka, ciężko będzie z nim się rozstać w krwawej scenie. Na potrzeby domowego gotowania warto kupić tuszkę, chociaż dla leniwych dostępne są elementy króliczego mięsa.
Rozbieranie czyli ćwiartowanie tuszki to naprawdę prosta sprawa, zaczynamy od wycinania skoków, wycinamy żeberka i kroimy comber z kością w kawałki. Brzmi enigmatycznie? Dlatego propozycja moja aby pozostać przy elementach będzie bardziej komfortowa.
Nacieramy solą, pieprzem i posiekanym tymiankiem, smażymy z każdej ze stron na oliwie. Nie ukrywam, że masło w tej wersji będzie zdecydowanie lepsze, przecież to ukłon w kierunku kuchni francuskiej. Proszę tylko pamiętać aby smażyć na niewielkim ogniu, aby masło nam się nie spaliło. Królika zabieramy z patelni, na którą teraz trafia szalotka w ilości kilku sztuk przekrojona na pól, naturalnie wcześniej obrana. Smażymy aż będzie rumiana i dodajemy kilka czubatych łyżek musztardy Dijon i kieliszek białego wina. Mieszamy składniki, cały czas mieszając, aby sos powoli odparował. Następnie dodajemy jedna łyżka musztardy gruboziarnistej i dwie łyżki miodu. Na sam koniec wrzucamy pół garści posiekanego tymianku i kilka łyżek śmietanki. Mieszamy i dodajemy obsmażonego królika. Pokuszę się jeszcze aby przekonać Was do dodanie kilku kawałków obranej marchewki i jedną gałązkę pokrojonego selera naciowego. Całość dusimy lub pieczemy pod przykryciem prawie godzinę, niech będzie bez piętnastu minut.

No cóż, czas zacząć królewską ucztę. Dla towarzystwa wystarczy kawałek bagietki, sałata z vinaigrette i kieliszek wina które dodawaliśmy do sosu.
Białe mięso futrzanego stworzenia w takim klasycznym połączeniu, to naprawdę proste rozwiązanie aby przekonać nawet bardzo wrażliwe osoby.
Nie namawiam do jadania naszych pupili, tylko do konsumpcji tych królików które de facto hoduję się na mięso. Kolejny raz zwracam uwagę, że mylne jest twierdzenie, że świnie czy kurczaki to dużo brzydsze stworzenia. Wszystkim kochającym smak mięsa, niekoniecznie czerwonego, chciałbym powiedzieć jedno. Zawsze byłem ciekawy, kto stworzył nielogiczny podział zwierząt na te do kochania i te do zjadania...
Trwa ładowanie komentarzy...